piątek, 28 lutego 2014

Pożegnanie z Manią

Na pożegnanie z Vintage - Manią wybrałam trochę najfajniejszych ciuchów (głównie sukienek), które pojawiły się w sklepie, i poniżej je przypominam. Ależ było pięknie..;) 

Niektóre z nich podobały się chyba przede wszystkim mnie, bo długo wisiały i czekały na swoją szansę, a kiedy w końcu "się sprzedały", to jednak żałowałam, że je puściłam w świat, zamiast zostawić sobie:) Mówię tu przede wszystkim o tej koszuli w kwiaty i spódnicy w spektakularny, paisley'owy wzór (z tym że ją musiałabym przerobić).
Pomiędzy zdjęciami opiszę inne "naj" związane z prowadzeniem sklepu.




Najfajniejszą i najciekawszą sprawą było oczywiście odbywanie rund po lumpeksach, pchlich targach itp., w poszukiwaniu nowego towaru. Również na wakacyjnych wyjazdach nie próżnowałam i starałam się odwiedzać napotkane przygodnie przybytki tanich szmat. Zasada jest taka, że im mniejsza miejscowość i bardziej spelunkowaty lumpek, tym ciekawsze i wartościowsze znaleziska się trafiały, np. piękna torebka z pytona, Fendi vintage, czy trencz YSL. Potrzeba było tylko odrobinę samozaparcia i brawury, bo im gorsza brama, tym lepszy towar;)

Fajne, ale i dosyć pracochłonne było potem fotografowanie ciuchów - na jedną rzecz wypadało ok. 30 ujęć, z których potem wybierałam kilka najkorzystniejszych. Fotografowanie było oczywiście poprzedzone praniem i prasowaniem - na szczęście lubię sobie pomedytować nad deską do prasowania, fajnie było też widzieć, jak dana rzecz pięknieje:) 
No i potem ubieranie manekina - to taki powrót do dzieciństwa, kiedy ubierało się lalki:) Na tym etapie mogłam też sobie od czasu do czasu poszaleć, tworząc całe "stylizacje", chociaż prostsze byłoby oczywiście fotografowanie pojedynczej rzeczy i już - no ale wiadomo, czasami człowiek wyżyć twórczo się musi... ;)







Najbardziej żmudne było oczywiście obrabianie tych zdjęć, wgrywanie na sklep i robienie opisów. Tu zawsze była obawa, czy dobrze oddam charakterystykę danej rzeczy, szczególnie jeśli chodzi o rodzaj materiału, no i czy dobrze, w odpowiedni sposób i w odpowiednich miejscach, zdjęłam wymiary - najbardziej względna i ryzykowna sprawa..

Pakowanie przesyłek, a wcześniej szukanie danej rzeczy po różnych katonach, też nie należało do moich ulubionych zajęć. Kartonów było kilka, rzeczy w ferworze walki raczej przemieszanie, no i zawsze pojawiało się pytanie, w którym kartonie dana rzecz może być. Tu zasada jest taka, że zawsze w ostatnim przeszukiwanym. 

Za to widok popakowanych, zaadresowanych przesyłek, ułożonych w stosiki i gotowych do wysyłki, zawsze był budujący :)

No ale potem trzeba było iść z nimi na pocztę..  Ech, przez ten czas poznałam chyba wszystkie możliwe style i techniki obsługi klienta;) i wiem, że długość trzymania klienta przy okienku zależy tylko i wyłącznie od sposobu organizacji pracy pani po drugiej stronie, od tego czy ma dobrą logistykę, czy niekoniecznie..





Jedne z najbardziej ekscytujących momentów, to na pewno te, kiedy jakaś informacja czy wzmianka o sklepie miała się pojawić w prasie czy telewizji. Tak, tak, były takie momenty chwały, kiedy to sklep zaistniał w "Poradniku Domowym", "Party", "Glamour", a nawet w "MaleMan"! Dwa razy odwiedziła mnie też ekipa telewizji śniadaniowych -zamieszania narobili, pół dnia zajęli, żeby potem przez dwie sekundy puścić w materiale mojego kota:) Zawsze mi się wydawało, że teraz, po tej publikacji, to już na pewno fala zamówień zaleje sklep, a ja popłynę z main streamem, co oczywiście nigdy nie nastąpiło;)

Specjalnie nie napisałam, że najbardziej ekscytujące było przyjmowanie zamówień, chociaż wiadomo, że było. Jednak tą radość trzeba było podzielić przez dwa - bo to że zamówienie przyszło, wcale nie oznaczało, że zostanie opłacone, a nawet jeśli zostało opłacone i wysłane, to jeszcze zawsze było ryzyko, że zostanie odesłane.. Tak że, na dobrą sprawę nigdy do końca nie wiedziałam, co sprzedam, i czy aby na pewno:) Jak można się domyślać, było to trochę frustrujące;)





Najbardziej satysfakcjonujące momenty, to oczywiście te, kiedy dostawałam informację zwrotną od kilentek, że dana rzecz pasuje, podoba się, i że czekają na kolejne dostawy. 

Tu chciałabym szczególnie podziękować Stałym Klientkom, dzięki którym wiedziałam, że to całe ciuchowe zamieszanie ma jakiś sens, i dzięki którym tyle lat trwało:)





Miałam podsumować i pożegnać się w krótkich, żołnierskich słowach, ale jak zwykle rozpisałam się, chociaż pewnie wiele istotnych spraw pominęłam (w razie czego będę uzupełniać).

A więc jeszcze raz:
DZIĘKUJĘ, że byliście, i że kupowaliście!!!





Karolina - Wasza vintagemaniaczka

P.S.
Do zobaczenia na blogu (już szykuję epicki wpis o moich kultowych rzeczach z lat 70-tych i 80-tych) i może czasem na Allegro:)





13 komentarzy:

  1. Witam serdecznie,
    Bardzo żałuję, że sklep nie będzie dalej istniał...rozumiem jednak, że jest to czaso- i pracochłonne, a pieniądze z tego praktycznie żadne...:( Szkoda, bo naprawdę było tutaj wiele perełek, nietuzinkowych i niestandardowych szczególnie kiecek:) Uwielbiam sukienki i tu sporo przepięknych się przewinęło... często ktoś mi jest zwijał sprzed "nosa"...
    Czyli reaktywacji nie należy się już spodziewać?:( szkoda....
    Pozdrawiam ciepło z Poznania i życzę wiele dobrego!
    KAŚ

    OdpowiedzUsuń
  2. A jednak mi .....żal!!!! Jestem jednak przekonana, że jeśli nie zrezygnujesz całkowicie z działalności w sferze mody, znajdziesz satysfakcję prawdziwą i to co się potocznie nazywa sukcesem. Tylko nie ustawaj, szukaj dalej własnej formuły, bo jak mało kto masz talent i potencjał w tej dziedzinie!!!!!!!! Pozdrawiam serdecznie. Pisz na blogu! Będę Cię odwiedzać z ogromnym zainteresowaniem. Pozdrawiam i życzę powodzenia.
    p.s jest takie trochę wyświechtane powiedzenie: coś się kończy, coś się zaczyna!!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. właśnie właśnie, tak jak napisała KAŚ, mnie też zwinięto kilka rzeczy sprzed nosa, ale na tym chyba polega(ł) urok Manii..

    OdpowiedzUsuń
  4. mam nadzieję na jakieś smaczki na allegro, zawsze, kiedy coś mi się tu spodobało, akurat nie miałam na to środków ;<
    Jednak cieszę się ogromnie, że będziesz kontynuować prowadzenie bloga! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. strasznie szkoda...dziękuję za wszystkie cudne cudności kupione i przepraszam że czasem coś zwróciłam.podziwiam i bardzo szanuję Pani pasję,mam nadzieję rozpoznać na allegro Pani propozycję,życzę wszelkiej pomyślności i serdecznie pozdrawiam!!!!Anna Radwan

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo dziękuję za wszystkie miłe słowa w mailach i komentarzach! Paradoksalnie, warto było zakończyć działalność, żeby je otrzymać;)
    Jest mi oczywiście trochę przykro i smutno z powodu zamknięcia sklepu, bo był to jednak wyraz mojej pasji (żeby nie powiedzieć - manii;)), ale z drugiej strony czuję też, że najwyższy czas na zmiany..
    No i teraz będę szukać w lumpeksach ciuchów tylko i wyłącznie dla siebie:) I będę się nimi chwalić na blogu:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Niektóre projekty są naprawdę wspaniałe! :) Jeśli kiedyś będziesz miała możliwość - wróć do tego, masz talent. I powodzenia życzę we wszystkim tym co sobie wymyślisz na przyszłość :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! Ale to oczywiście nie moje projekty, tylko przeze mnie wyszukane - no niektóre lekko podrasowane;)

      Usuń
  8. Bardzo ciekawa informacja o Strasznych Lumpeksach jako źródle odkryć :-)

    OdpowiedzUsuń
  9. tak jest:) i wolę te "straszne" niż te poukładane, gdzie większość to sieciówkowe rzeczy..

    OdpowiedzUsuń
  10. badziewne ciuchy...w życiu bym tego nie kupiła a tym bardziej nie załozyła

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i właśnie dlatego zamknęłam biznes;)

      Usuń
    2. badziewne ciuchy to teraz produkują sieciówki- założysz parę razy, wypierzesz i do wyrzucenia. Po za tym co druga osoba wygląda jak Twój klon bo przecież sieciówki nie produkują odzieży unikatowej tylko lecą z szablonu...ale ok, kwestia gustu...Ja z dumą muszę powiedzieć, że jest zwolenniczką vintage. Ciuchy są naprawdę dobre gatunkowo. Często szyte ręcznie i przynajmniej mam pewność, że nie spotkam tak samo ubranych kobiet mijających mnie na ulicy.

      Usuń