czwartek, 19 czerwca 2014

Yo no soy marinero..

Nie jestem marynarzem (marynarką?), ale w poprzednim życiu z pewnością byłam... Albo będę w następnym. 
Uwielbiam morze, to co z morzem związane i wszelkiego rodzaju morskie klimaty, owoce morza, wiatr od morza, fale (również we włosach) i piasek pod stopami... 
Bardzo lubię morze Bałtyckie, chociaż wiadomo, aura tu kapryśna i ciężko o dobrą passę w pogodzie. Dla mnie to akurat bez większego znaczenia, bo niespecjalnie lubię wylegiwać się na plaży. Zamiast tego wolę zwiedzać latarnie morskie i porty - mam na tym punkcie małą obsesję. Te odrapane kutry, kolorowe kontenery, zwoje lin, plątaniny sieci, jakieś żelastwa, no i oczywiście ozonowy zapach ŚWIEŻYCH ryb..:) Niewiele osób podziela te moje fascynacje, no cóż.
Wypłynęło to chyba z mojej ulubionej książki dzieciństwa, którą była "Dzika Mrówka i tam-tamy". Style Digger pisała właśnie niedawno o ulubionych książkach z dzieciństwa i mnie też naszło na wspominki. Oprócz Mrówki był oczywiście Pan Samochodzik, powieści Niziurskiego i Bahdaja, wszystkie "Anie", Tomek Sawyer, ale to "Dzika Mrówka" wywarła największe piętno:)


Koszulka  w paski <3 

Napisał ją niejaki Perepeczko, podobno brat TEGO Perepeczki - mało znany autor, książka też nie należy do żadnego kanonu lektur dziecięcych, ale była ciekawie, humorystycznie i sugestywnie napisana. Opowiadała historię dwóch braci, których ojciec- marynarz zabrał w rejs statkiem do Afryki, no i przeżywali w czasie tej podróży różne perypertie - na samym statku, jak i w portach, do których zawijali. Do tej pory na hasło "port w Marsylii" mam dreszcze i bardzo chciałabym tam pojechać, albo raczej popłynąć:)

Na razie się jeszcze nie udało, ale zaliczyłam za to rejs promem na Bornholm.  Bardzo polecam  pobyt na Bornholmie - macie zapewnione czyste morze (chociaż dosyć chłodne), piękne, szerokie plaże z białym piaskiem (prawie puste!), ciszę, spokój, mnóstwo ścieżek rowerowych, pod dostatkiem świeżo wędzonych ryb i różnego rodzaju śledzi, za którymi ja akurat przepadam:)
Z powrotem już nie było tak spokojnie, bo dopadł nas sztorm - 7 stopni w skali Beauforta, więc zawinęłam po drodze do Rygi (i to nie raz:)) Tak więc morska przygoda w pewnym sensie zaliczona:)

Była też jeszcze jedna, bardziej egzotyczna, podczas pobytu na Filipinach, kiedy to wracałyśmy  z siostrą przepełnionym promem (jak się okazało, niespełniającym żadnych wymogów bezpieczeństwa) z jednej z licznych wysepek. Było naprawdę niewesoło, jeśli macie ochotę poczytać więcej na ten temat, i w ogóle o całym naszym pobycie na Filipinach, to zapraszam TUTAJ. Jakieś dziesięć lat temu popełniłam ten tekst, a niedawno odkryłam jeszcze funkcjonującego linka i bardzo się cieszę z tego wykopaliska:)

A teraz do rzeczy - oczywiste jest, że mając takie morskie fascynacje, znaczną część mojej szafy stanowią ciuchy w marynarskie pasy, paski i paseczki.. Jestem wdzięczna Coco Chanel za wprowadzenie ich na stałe do damskiej garderoby - nawet bardziej niż za "małą czarną":) Paski pewnie nie raz pojawią się na blogu, ale dziś, co za zaskoczenie.. kotwica! Ciężka.. ogromna..

A w tle - jeszcze niestety nie morskie klimaty, ale Staw Walczewskiego - też urokliwy:)


Koszulka H&M - sh
Lniane spodnie - Zara, sh
Tak, tak, spełnia się przepowiednia z zeszłorocznego posta, że tego lata będę nosić głównie len!




Siedzę & myślę...                        ...kaczki w wodzie...            ...a wiatr we włosach... 
Sznur na szyi taki twarzowy;)


Bransoletka z targu staroci


Sandałki - Zara
Zara... zaara - coś za dużo tej Zary tutaj..   Na szczęście torebka jest vintage:) - ze sklepu 
Vintage Style


Drzewo mnie zawstydziło..

Zdjęcia: Kasia Jasińska


I na zakończenie:


Ach.. co za klimaty:) Tu akurat port w As-Sawirze.
Zdjęcie z  www.zgdanskado.blogspot.com
Ahoj!

6 komentarzy:

  1. mój chłopak był na Bornholmie, wspomina bardzo pozytywnie :)
    nasze polskie morze 'odkryłam' dopiero rok temu, jako małolata nie miałam okazji zbyt dużo podróżować, właściwie oprócz wycieczek szkolnych i woodstocku nie zwiedziłam nic.
    Morze jest cudowne, pod warunkiem, że nie ma tłumu turystów... ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Na Bornholmie właśnie pusto.. Czasami aż za pusto, bo w ogóle nie widać tubylców - dużo bym dała za to, żeby się dowiedzieć, gdzie się ukrywają i co porabiają, bo czasem ciężko było zauważyć ślady jakiegokolwiek życia w obejściu.. Tak że za długo tam też nie można przebywać, a najlepiej pojechać potem do Włoch:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jesteś piękną kobietą, fantastyczne zdjęcia. Zazdroszczę tak wspaniałej wyprawy. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. świetna koszulka ! ;)

    http://followthefashion.blog.pl/

    OdpowiedzUsuń
  5. http://pl.wikipedia.org/wiki/Andrzej_Perepeczko

    OdpowiedzUsuń
  6. Dzika Mrowka to moja ulubiona ksiazka dziecinstwa, a wlasciwie cala seria o Dzikiej Mrowce:) I chleb z zoltym serem i dzemem musialam sprobowac. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń